|
SKĄD
SIĘ WZIĘŁY?
Ewolucja dzisiejszego konia rozpoczęła się około 60
milionów lat temu w Ameryce Północnej. Najstarsze zachowane szczątki pokazują
zwierzę o wzroście od 25 do 50 centymetrów w kłębie, którego przednie nogi
zakończone były jeszcze pięcioma palcami, a tylne miały trzy palce. I choć
przypominał raczej psa niż konia, naukowcy nadali mu imię
EOHIPPUS.
Żył
w lasach i żywił się głównie liśćmi.
I tak przez kolejne miliony lat wraz ze
zmieniającymi się warunkami panującymi na naszej planecie zmieniały się również
konie. Około 25 do 11 milionów lat temu, kiedy zaczęły się pojawiać duże
obszary porośnięte trawami (stepy), kolejny z praprzodków naszych wspaniałych
wierzchowców miał już około metra w kłębie, znacznie dłuższe kończyny
zakończone jednym palcem przechodzącym w twarde kopyto, i żywił się trawą. MERYHIPPUS i jego pra, prawnuczek, PLIOHIPPUS, żyjący około 6 milionów lat temu
wyglądem już bardzo przypominały swojego dzisiejszego następcę i dla tego
uznano je za „prototyp” dzisiejszego konia. Jednak dopiero 2 do 1 miliona lat
temu w drugiej połowie epoki lodowcowej wykształcił się „prawdziwy” koń
Olbrzymie
stada wędrowały pomiędzy kontynentami wykorzystując lądowe mosty, jakie w
tamtych czasach łączyły
kontynenty.
Różne
warunki, w jakich przyszło żyć
EQUUSOWI w
Starym Świecie spowodowały wytworzenie się wielu gatunków dzikiego konia, z
których trzy uznano za przodków dzisiejszego konia domowego. Co nie znaczy,
oczywiście, że koń jest zwierzęciem, które można trzymać w domu. Byłby z nim
spory kłopot choćby już na trzecim piętrze, bo większość koni nie mieści się do
windy, i bardzo nie lubi schodów.
A te trzy gatunki dzikich rumaków to: koń leśny,
dziki koń azjatycki (znany również jako koń Przewalskiego) i tarpan.
Naukowcy przypuszczają, że koń leśny zapoczątkował
powstanie ras zimnokrwistych, krzyżówki konia Przewalskiego i tarpana to
przodkowie ras gorącokrwistych.
Zimno czy gorąco krwistość nie ma wiele wspólnego z
temperaturą końskiego grzbietu, a odnosi się w całości do budowy ciała i
temperamentu naszego zwierzaczka.
I tak aż do dziś na naszej pięknej
Ziemi, żyją gdzie
niegdzie dzikie i wolne konie, choć jeszcze niedawno człowiek bezlitośnie tępił
je, przetrwały i dziś dzięki większej świadomości i zrozumieniu faktu, że my
ludzie nie jesteśmy jedynymi wybrańcami do życia na Ziemi. Objęte programami
ochrony, żyją sobie wolne i zawsze piękne MUSTANGI w Ameryce północnej
na pograniczu z Meksykiem, BRUMBY w Australii w Quinsland na zachód od
Brisbane.
KOŃ Z KAMARGUE w krainie położonej w
delcie Renu nad Morzem Śródziemnym w południowej Francji. DZIKI KOŃ Z
DUELMEN na bagnach Merfeld koło Duelmen w północnej Nadrenii Westfalii w
Niemczech. KOŃ PRZEWALSKIEGO w zachodniej Mongolii i Chinach.
Oraz nasz
rodzimy przedstawiciel dzikich i wolnych rumaków KONIK POLSKI.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tych niesamowicie sympatycznych
stworzeniach.
Kochane „Myszy” (zawdzięczają tą nazwę swej maści przeważnie myszatej lub
wilczatej) jak niektórzy o nich mówią, mimo swoich niewielkich rozmiarów do 140
cm w kłębie, i dość pierwotnej budowie ciała są nad wyraz dzielne i osiągają
doskonałe wyniki w różnych próbach. Potrafią w dobrym stylu pokonać przeszkody
o wysokości do 130 cm i bez gadania dźwigają na swoim grzbiecie do 90 kg
miłośnika konnej jazdy. Można nimi pojechać i „zaparkować” wszędzie, nie
sprawiają wtedy żadnego kłopotu, a ich spokój i wewnętrzne zrównoważenie dają
pełną satysfakcję nawet mniej niż przeciętnemu jeźdźcowi. Można z tego
wyciągnąć wniosek, że nie w rodowodzie i medalach tkwi klucz do sukcesu, a w
chęciach i pracy nad celem. I słusznie, przynajmniej w początkach kariery,
rodowód nie musi mieć znaczenia.
JAK
„DZIAŁA” KOŃ?

A jaki jest KOŃ
dzisiaj? Można by rzec, każdy widzi.
Ale z naszego doświadczenia wynika, że bardzo niewiele wiemy o prawdziwej
naturze tego zwierzęcia, o jego psychice i naturalnych dla niego zachowaniach.
Znajomość
„mechanizmu działania” jest niezbędna do
prawidłowego współdziałania z koniem w trakcie jazdy na jego grzbiecie,
a także w czasie przebywania w jego pobliżu.
Jeżeli podzielimy Świat zwierzęcy na myśliwych i ich
ofiary, to koń pod każdym względem znajdzie się w tej drugiej grupie. Jako
zwierzę roślinożerne i przeżuwające potrzebuje wiele czasu na zaspokojenie
swojego codziennego głodu i na wolności tym właśnie, głównie się zajmuje.
Przejeżdżając pośród łąk możemy obserwować pasące się na zielonej trawce
konie,
najczęstszy obrazek to widok wszystkich państwa stojących spokojnie ze
spuszczonymi w zielony dywan głowami. Choć jak w każdej społeczności trafiają
się tyrani i chłopcy do bicia.
KOŃ JEST ZWIERZĘCIEM UCIEKAJĄCYM
To
podstawowa zasada, na jakiej opiera się większość końskich zachowań.
Przeżycie
w pozbawionym drzew i kryjówek stepie stało się możliwe dzięki jego budowie
ciała i dobrze wykształconym zmysłom. Zostały one tak ukształtowane przez
naturę, że koń potrafi dostrzec niebezpieczeństwo bardzo wcześnie i błyskawicznie
zerwać się do ucieczki.
Najpierw
uciekać – potem myśleć.
Tak
może wydarzyć się w każdej chwili, gdy koń poczuje zagrożenie. Poza tym końska
psychika nakazuje mu oddziaływać siłą na siłę. Nie oznacza to, że kopnie
nas zaraz po tym jak damy mu klapsa po zadzie, ale że każdy opór, który
napotka w chwili strachu, będzie próbował siłowo usunąć ze swojej drogi i
im opór jest większy tym siła reakcji konia jest, również,
większa i w chwilach wielkiego strachu
prowadzić może do samookaleczenia zwierzęcia.
Koń
ma doskonały słuch a kształt jego uszu i możliwość skierowania każdego
ucha w dowolnym kierunku sprawiają, że „koński mechanizm” został wyposażony
w dwa bardzo czułe mikrofony kierunkowe.
Co
to oznacza?
Że
do konia nie potrzeba, a nawet NIE NALEŻY KRZYCZEĆ!!!
Podróżując w terenie warto
jest przypatrywać się końskim uszom, znacznie szybciej dowie się ten co go
czeka, który umie patrzeć na i "słuchać" swojego konia. Gdy sarny wychodzą z
lasu 500 metrów od moich koni one podnoszą głowy znad trawy lub siana i
przyglądają się sarnom. Ja również to w tym momencie zauważam, ale tylko dzięki
uszom moich koni... Jak wiele hałasu robią 3 sarny idące po łące?? Warto o tym
pamiętać...
Czy
więc zdradzają znajomość końskiej natury wszyscy Ci, którzy wrzeszczą na
biedną koninę w pracy: WIO!, PRR!, NAZAD! Często jeszcze zmieniając ton głosu
na bardziej nieprzyjemny, bardziej donośny. Bzdura! Powiem krótko. Koń
zareaguje na najcichszy szept, na najlżejszy dotyk.
Po co więc krzyczymy? Jest jedna prosta odpowiedź, bo w naszej ludziej
naturze drapieżnika leży atak, i agresja gdy sobie nie radzimy lub się
boimy zaczynamy krzyczeć, ludzie którzy nieraz wiele, wiele lat pracują
z końmi boją się ich i błyskawicznie stają się agresywni w sytuacja
stresujących, a nie ma nic gorszego niż napędzać stres w obecności
konia, to tak jak przebieganie na czerwonym świetle przez najruchliwszą
ulicę w mieście, może się udać nawet wiele razy, ale czy na zawsze?
Koń wymaga delikatności.
Nie pozwólmy jednak, aby nasz ukochany rumak wszedł nam na głowę, bo będzie
ciężko.
Żeby to rozumieć trzeba starać się postępować zgodnie z naturą, ale nie
ludzką jeśli kontaktujemy się z koniem tylko końską. Trzeba poznać i
zrozumieć system wartości, socjologię i psychikę końskiego gatunku żeby
umieć się znaleść...
W
ciemnościach nie zdarza się koniom wchodzić na przeszkody czy demolować boksów
w stajniach gdyż ich doskonały słuch umożliwia im ocenę odległości od
przedmiotów. Często, gdy koń spodziewa się przeszkody, której nie może
jeszcze zobaczyć, parska. A echo tego parsknięcia zdradza mu usytuowanie i
przybliżoną odległość do przeszkody. Niektóre konie testują w ten sposób
nieznane tereny lub też głębokie kałuże, których nie są w stanie ocenić
wzrokiem.
Koń widzi dwa obrazy naraz.
Jego
narząd wzroku jest tak zbudowany, że jest w stanie analizować i „obrabiać”
dwa oddzielne obrazy pochodzące z poszczególnych oczu lub też, gdy patrzy
przed siebie odbierać stereoskopowo jeden obraz. Mimo tego, gdy stoi z
podniesioną głową bezpośrednio za nim i przed nim powstaje „ślepa
strefa”, w której nie widzi on nic.
Nie
skradajmy się, więc po cichu do naszego wierzchowca szczególnie od tyłu, gdy
na przykład po dłuższej nieobecności chcemy sprawić mu niespodziankę i
wyskoczyć nagle zza jego ogona z okrzykiem- „ Witaj koniku!” Bo skutki
takiej niespodzianki mogą być tragiczne, szczególnie dla nas.
Wymachiwanie
bukietem polnych kwiatów na powitanie też nie jest najlepszym pomysłem szczególnie
przed samym nosem, gdyż koński wzrok jest tak wyspecjalizowany, iż widzi każdy
nawet najmniejszy i najszybszy ruch, którego my nie jesteśmy w stanie zauważyć,
jak w zwolnionym tempie.
Podchodźmy,
więc do konia od przodu lub z boku przemawiając do niego przyjaznym, łagodnym
głosem i nie dziwmy się, że kiwa głową, zniża ją lub nagle widzimy jego
białka oczne stając jak wryci nieco z boku. To wszystko naturalne odruchy tego
zwierzęcia i nie ma w nich nic złowrogiego.
Bardzo
dobrze rozwinięty zmysł węchu konia też wymusza pewne zasady postępowania z
tym zwierzęciem. Jeśli nie znacie konia i on nie zna was pozwólcie mu się
obwąchać przy pierwszym
spotkaniu,
a dzięki temu koń stworzy sobie w swojej wyobraźni wasz obraz po takim
zapoznaniu będzie czuł się bezpieczniej. I tu szczególnym zainteresowaniem
cieszą się włosy i dłonie, a u większych łakomczuchów zaraz potem wasze
kieszenie, ale to już nieco inna sprawa. Ze względu na wrażliwość końskiego
nosa zważajmy szczególnie na perfumowanie naszego pupila, bo może mu to bez wątpienia
zaszkodzić. Wiem z własnego doświadczenia, że należy również szczególnie
uważać z aplikowaniem środków przeciwko insektom, w okolicy końskiego nosa.
Bo nawet w dobrej wierze można narobić więcej złego niż dobrego.
Skóra
jest też narządem zmysłu, przez skórę koń odczuwa ciepło, zimno, ból a
nawet najlżejsze dotknięcie.
Zwróćcie
uwagę jak delikatny dotyk wystarczy by pobudzić zmysł konia, wystarczy
zaobserwować jego reakcję na muchę, która usiądzie mu na boku.
Jak
więc bolesne musi być bezmyślne walenie w koński bok piętą twardego buta
gdy ten akurat nie tak zareaguje na polecenie „jeźdźca”.
Wokół
oczu i na chrapach końskiej „twarzy” rozmieszczone są pojedyncze długie włosy.
WIBRYSY bo o nich mowa, są dla konia niezmiernie ważnym elementem narządu
dotyku i nigdy, powtórzę, NIGDY! Nie wolno ich koniowi wycinać, bo na przykład
nie ładnie mu z nimi do twarzy.
Na
koniec kopyta.
Stare
jeździeckie przysłowie mówi, że koń jest tyle wart ile jego najgorsza noga.
Konie bardzo uważają na kopyta. Spodnia część końskiego „paznokcia”
jest bardzo wrażliwa, ponieważ pokryta jest całą siecią naczyń krwionośnych
i komórek nerwowych. Dzięki takiej budowie konie rozpoznają rodzaj podłoża
i wyszukują odpowiednie miejsce do przejścia.
Z
własnej woli konie nie następują na żywe istoty i po wypadnięciu jeźdźca
z siodła bardzo uważają, żeby na niego nie nadepnąć.
Ponad 70% wypadków przy udziale konia,
to wypadki w stajni przy pielęgnacji. Z czego wynika bardzo duży
BRAK ODPOWIEDZIALNOŚCI
CZŁOWIEKA A NIE KONIA!
PAMIĘTAJCIE! Koń jest z natury
zwierzęciem bardzo łagodnym, choć płochliwym i w 90% jego zachowania są
wynikiem waszych zachowań. Złe traktowanie przez człowieka ból i strach,
jaki przypada mu w udziale jest w olbrzymim stopniu odpowiedzialny za większość
odruchów, za które potem przypina mu się łatkę „złego”. Koń reaguje
spontanicznie, kiedy jest głodny – je, kiedy jest spragniony – pije, kiedy
potrzebuje czułości – szuka przyjaciela, kiedy jest zmęczony – śpi, a
kiedy się boi – UCIEKA!
Tak właśnie, bardzo z grubsza
rzecz ujmując, „działa koń”.
Pisząc te słowa nie miałem na celu tworzyć nowego wydania podręcznika do
anatomii ani nauki jazdy konnej, bo takich jest już spora ilość na rynku, a i
autorzy znacznie bardziej kompetentni ode mnie, ale chciałem zwrócić uwagę
na kilka spraw, które jakby oczywiste, w wielu wypadkach umykają naszej
uwadze, a cierpią na tym, one. Konie. Dla wielu, najwspanialsze istoty dumnie
kroczące po parkurze lub pędzące jakby na oślep, gnane wiatrem dzikie
Mustangi, symbol wolnej i niepodległej Ameryki. Ale i te nasze, gdzieś za płotem
ze spętanymi nogami, brudne, bite batem lub stalową rurką aż do krwi, kopane
i szarpane, a gdy nie potrzebne sprzedawane na rzeź, jadą w strasznych
dla nich warunkach tysiące kilometrów, często dojeżdżając martwe. A przecież tak
samo czułe i wrażliwe potrzebują przyjaźni i troski. Bo takie
już są, konie.
Czy
możemy coś zrobić by ulżyć ich cierpieniom?
Postarajmy
się je rozumieć, ich lęki, potrzeby i radości.
Pozwolę sobie powtórzyć za Monty Roberts'em.
Pomóżcie nam uczynić Świat lepszym miejscem dla ludzi i koni.
Do góry

|