owna.htm"> Główna

Czytelnia

Galeria

Pensjonat

Mapka

Sklepik

Księga

Kontakt

Linki

Ten konik poprowadzi Cię przez strony i dokumenty

Kochajmy konie

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁY?
Ewolucja dzisiejszego konia rozpoczęła się około 60 milionów lat temu w Ameryce Północnej. Najstarsze zachowane szczątki pokazują zwierzę o wzroście od 25 do 50 centymetrów w kłębie, którego przednie nogi zakończone były jeszcze pięcioma palcami, a tylne miały trzy palce. I choć przypominał raczej psa niż konia, naukowcy nadali mu imię
EOHIPPUS. Żył w lasach i żywił się głównie liśćmi.
I tak przez kolejne miliony lat wraz ze zmieniającymi się warunkami panującymi na naszej planecie zmieniały się również konie. Około 25 do 11 milionów lat temu, kiedy zaczęły się pojawiać duże obszary porośnięte trawami (stepy), kolejny z praprzodków naszych wspaniałych wierzchowców miał już około metra w kłębie, znacznie dłuższe kończyny zakończone jednym palcem przechodzącym w twarde kopyto, i żywił się trawą. MERYHIPPUS i jego pra, prawnuczek, PLIOHIPPUS, żyjący około 6 milionów lat temu wyglądem już bardzo przypominały swojego dzisiejszego następcę i dla tego uznano je za „prototyp” dzisiejszego konia. Jednak dopiero 2 do 1 miliona lat temu w drugiej połowie epoki lodowcowej wykształcił się „prawdziwy” koń
 
Olbrzymie stada wędrowały pomiędzy kontynentami wykorzystując lądowe mosty, jakie w tamtych czasach łączyły kontynenty.
Różne warunki, w jakich przyszło żyć EQUUSOWI w Starym Świecie spowodowały wytworzenie się wielu gatunków dzikiego konia, z których trzy uznano za przodków dzisiejszego konia domowego. Co nie znaczy, oczywiście, że koń jest zwierzęciem, które można trzymać w domu. Byłby z nim spory kłopot choćby już na trzecim piętrze, bo większość koni nie mieści się do windy, i bardzo nie lubi schodów.
A te trzy gatunki dzikich rumaków to: koń leśny, dziki koń azjatycki (znany również jako koń Przewalskiego) i tarpan.
Naukowcy przypuszczają, że koń leśny zapoczątkował powstanie ras zimnokrwistych, krzyżówki konia Przewalskiego i tarpana to przodkowie ras gorącokrwistych.
Zimno czy gorąco krwistość nie ma wiele wspólnego z temperaturą końskiego grzbietu, a odnosi się w całości do budowy ciała i temperamentu naszego zwierzaczka.
I tak aż do dziś na naszej pięknej Ziemi, żyją gdzie niegdzie dzikie i wolne konie, choć jeszcze niedawno człowiek bezlitośnie tępił je, przetrwały i dziś dzięki większej świadomości i zrozumieniu faktu, że my ludzie nie jesteśmy jedynymi wybrańcami do życia na Ziemi. Objęte programami ochrony, żyją sobie wolne i zawsze piękne MUSTANGI w Ameryce północnej na pograniczu z Meksykiem, BRUMBY w Australii w Quinsland na zachód od Brisbane.
KOŃ Z KAMARGUE w krainie położonej w delcie Renu nad Morzem Śródziemnym w południowej Francji. DZIKI KOŃ Z DUELMEN na bagnach Merfeld koło Duelmen w północnej Nadrenii Westfalii w Niemczech. KOŃ PRZEWALSKIEGO w zachodniej Mongolii i Chinach.
Oraz nasz rodzimy przedstawiciel dzikich i wolnych rumaków KONIK POLSKI.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tych niesamowicie sympatycznych stworzeniach. Kochane „Myszy” (zawdzięczają tą nazwę swej maści przeważnie myszatej lub wilczatej) jak niektórzy o nich mówią, mimo swoich niewielkich rozmiarów do 140 cm w kłębie, i dość pierwotnej budowie ciała są nad wyraz dzielne i osiągają doskonałe wyniki w różnych próbach. Potrafią w dobrym stylu pokonać przeszkody o wysokości do 130 cm i bez gadania dźwigają na swoim grzbiecie do 90 kg miłośnika konnej jazdy. Można nimi pojechać i „zaparkować” wszędzie, nie sprawiają wtedy żadnego kłopotu, a ich spokój i wewnętrzne zrównoważenie dają pełną satysfakcję nawet mniej niż przeciętnemu jeźdźcowi. Można z tego wyciągnąć wniosek, że nie w rodowodzie i medalach tkwi klucz do sukcesu, a w chęciach i pracy nad celem. I słusznie, przynajmniej w początkach kariery, rodowód nie musi mieć znaczenia.
JAK „DZIAŁA” KOŃ? 
A jaki jest KOŃ dzisiaj? Można by rzec, każdy widzi. Ale z naszego doświadczenia wynika, że bardzo niewiele wiemy o prawdziwej naturze tego zwierzęcia, o jego psychice i naturalnych dla niego zachowaniach.
Znajomość „mechanizmu działania” jest niezbędna do prawidłowego współdziałania z koniem w trakcie jazdy na jego grzbiecie, a także w czasie przebywania w jego pobliżu.
 
Jeżeli podzielimy Świat zwierzęcy na myśliwych i ich ofiary, to koń pod każdym względem znajdzie się w tej drugiej grupie. Jako zwierzę roślinożerne i przeżuwające potrzebuje wiele czasu na zaspokojenie swojego codziennego głodu i na wolności tym właśnie, głównie się zajmuje. Przejeżdżając pośród łąk możemy obserwować pasące się na zielonej trawce konie, najczęstszy obrazek to widok wszystkich państwa stojących spokojnie ze spuszczonymi w zielony dywan głowami. Choć jak w każdej społeczności trafiają się tyrani i chłopcy do bicia.

KOŃ JEST ZWIERZĘCIEM UCIEKAJĄCYM

To podstawowa zasada, na jakiej opiera się większość końskich zachowań.
 Przeżycie w pozbawionym drzew i kryjówek stepie stało się możliwe dzięki jego budowie ciała i dobrze wykształconym zmysłom. Zostały one tak ukształtowane przez naturę, że koń potrafi dostrzec niebezpieczeństwo bardzo wcześnie i błyskawicznie zerwać się do ucieczki.
 
Najpierw uciekać – potem myśleć.
Tak może wydarzyć się w każdej chwili, gdy koń poczuje zagrożenie. Poza tym końska psychika nakazuje mu oddziaływać siłą na siłę. Nie oznacza to, że kopnie nas zaraz po tym jak damy mu klapsa po zadzie, ale że każdy opór, który napotka w chwili strachu, będzie próbował siłowo usunąć ze swojej drogi i im opór jest większy tym siła reakcji konia jest, również, większa i w chwilach wielkiego strachu prowadzić może do samookaleczenia zwierzęcia.
Koń ma doskonały słuch a kształt jego uszu i możliwość skierowania każdego ucha w dowolnym kierunku sprawiają, że „koński mechanizm” został wyposażony w dwa bardzo czułe mikrofony kierunkowe.
Co to oznacza?
Że do konia nie potrzeba, a nawet NIE NALEŻY KRZYCZEĆ!!!
Podróżując w terenie warto jest przypatrywać się końskim uszom, znacznie szybciej dowie się ten co go czeka, który umie patrzeć na i "słuchać" swojego konia. Gdy sarny wychodzą z lasu 500 metrów od moich koni one podnoszą głowy znad trawy lub siana i przyglądają się sarnom. Ja również to w tym momencie zauważam, ale tylko dzięki uszom moich koni... Jak wiele hałasu robią 3 sarny idące po łące?? Warto o tym pamiętać...
 Czy więc zdradzają znajomość końskiej natury wszyscy Ci, którzy wrzeszczą na biedną koninę w pracy: WIO!, PRR!, NAZAD! Często jeszcze zmieniając ton głosu na bardziej nieprzyjemny, bardziej donośny. Bzdura! Powiem krótko. Koń zareaguje na najcichszy szept, na najlżejszy dotyk. Po co więc krzyczymy? Jest jedna prosta odpowiedź, bo w naszej ludziej naturze drapieżnika leży atak, i agresja gdy sobie nie radzimy lub się boimy zaczynamy krzyczeć, ludzie którzy nieraz wiele, wiele lat pracują z końmi boją się ich i błyskawicznie stają się agresywni w sytuacja stresujących, a nie ma nic gorszego niż napędzać stres w obecności konia, to tak jak przebieganie na czerwonym świetle przez najruchliwszą ulicę w mieście, może się udać nawet wiele razy, ale czy na zawsze?
 Koń wymaga delikatności. Nie pozwólmy jednak, aby nasz ukochany rumak wszedł nam na głowę, bo będzie ciężko. Żeby to rozumieć trzeba starać się postępować zgodnie z naturą, ale nie ludzką jeśli kontaktujemy się z koniem tylko końską. Trzeba poznać i zrozumieć system wartości, socjologię i psychikę końskiego gatunku żeby umieć się znaleść...
W ciemnościach nie zdarza się koniom wchodzić na przeszkody czy demolować boksów w stajniach gdyż ich doskonały słuch umożliwia im ocenę odległości od przedmiotów. Często, gdy koń spodziewa się przeszkody, której nie może jeszcze zobaczyć, parska. A echo tego parsknięcia zdradza mu usytuowanie i przybliżoną odległość do przeszkody. Niektóre konie testują w ten sposób nieznane tereny lub też głębokie kałuże, których nie są w stanie ocenić wzrokiem.
Koń widzi dwa obrazy naraz.
Jego narząd wzroku jest tak zbudowany, że jest w stanie analizować i „obrabiać” dwa oddzielne obrazy pochodzące z poszczególnych oczu lub też, gdy patrzy przed siebie odbierać stereoskopowo jeden obraz. Mimo tego, gdy stoi z podniesioną głową bezpośrednio za nim i przed nim powstaje „ślepa strefa”, w której nie widzi on nic.
Nie skradajmy się, więc po cichu do naszego wierzchowca szczególnie od tyłu, gdy na przykład po dłuższej nieobecności chcemy sprawić mu niespodziankę i wyskoczyć nagle zza jego ogona z okrzykiem- „ Witaj koniku!” Bo skutki takiej niespodzianki mogą być tragiczne, szczególnie dla nas.
Wymachiwanie bukietem polnych kwiatów na powitanie też nie jest najlepszym pomysłem szczególnie przed samym nosem, gdyż koński wzrok jest tak wyspecjalizowany, iż widzi każdy nawet najmniejszy i najszybszy ruch, którego my nie jesteśmy w stanie zauważyć, jak w zwolnionym tempie.
Podchodźmy, więc do konia od przodu lub z boku przemawiając do niego przyjaznym, łagodnym głosem i nie dziwmy się, że kiwa głową, zniża ją lub nagle widzimy jego białka oczne stając jak wryci nieco z boku. To wszystko naturalne odruchy tego zwierzęcia i nie ma w nich nic złowrogiego.
Bardzo dobrze rozwinięty zmysł węchu konia też wymusza pewne zasady postępowania z tym zwierzęciem. Jeśli nie znacie konia i on nie zna was pozwólcie mu się obwąchać przy pierwszym spotkaniu, a dzięki temu koń stworzy sobie w swojej wyobraźni wasz obraz po takim zapoznaniu będzie czuł się bezpieczniej. I tu szczególnym zainteresowaniem cieszą się włosy i dłonie, a u większych łakomczuchów zaraz potem wasze kieszenie, ale to już nieco inna sprawa. Ze względu na wrażliwość końskiego nosa zważajmy szczególnie na perfumowanie naszego pupila, bo może mu to bez wątpienia zaszkodzić. Wiem z własnego doświadczenia, że należy również szczególnie uważać z aplikowaniem środków przeciwko insektom, w okolicy końskiego nosa. Bo nawet w dobrej wierze można narobić więcej złego niż dobrego.
Skóra jest też narządem zmysłu, przez skórę koń odczuwa ciepło, zimno, ból a nawet najlżejsze dotknięcie.
Zwróćcie uwagę jak delikatny dotyk wystarczy by pobudzić zmysł konia, wystarczy zaobserwować jego reakcję na muchę, która usiądzie mu na boku.
Jak więc bolesne musi być bezmyślne walenie w koński bok piętą twardego buta gdy ten akurat nie tak zareaguje na polecenie „jeźdźca”.
Wokół oczu i na chrapach końskiej „twarzy” rozmieszczone są pojedyncze długie włosy. WIBRYSY bo o nich mowa, są dla konia niezmiernie ważnym elementem narządu dotyku i nigdy, powtórzę, NIGDY! Nie wolno ich koniowi wycinać, bo na przykład nie ładnie mu z nimi do twarzy.
Na koniec kopyta.
Stare jeździeckie przysłowie mówi, że koń jest tyle wart ile jego najgorsza noga. Konie bardzo uważają na kopyta. Spodnia część końskiego „paznokcia” jest bardzo wrażliwa, ponieważ pokryta jest całą siecią naczyń krwionośnych i komórek nerwowych. Dzięki takiej budowie konie rozpoznają rodzaj podłoża i wyszukują odpowiednie miejsce do przejścia.
Z własnej woli konie nie następują na żywe istoty i po wypadnięciu jeźdźca z siodła bardzo uważają, żeby na niego nie nadepnąć.
Ponad 70% wypadków przy udziale konia, to wypadki w stajni przy pielęgnacji. Z czego wynika bardzo duży BRAK ODPOWIEDZIALNOŚCI CZŁOWIEKA A NIE KONIA!
PAMIĘTAJCIE! Koń jest z natury zwierzęciem bardzo łagodnym, choć płochliwym i w 90% jego zachowania są wynikiem waszych zachowań. Złe traktowanie przez człowieka ból i strach, jaki przypada mu w udziale jest w olbrzymim stopniu odpowiedzialny za większość odruchów, za które potem przypina mu się łatkę „złego”. Koń reaguje spontanicznie, kiedy jest głodny – je, kiedy jest spragniony – pije, kiedy potrzebuje czułości – szuka przyjaciela, kiedy jest zmęczony – śpi, a kiedy się boi – UCIEKA!
Tak właśnie, bardzo z grubsza rzecz ujmując, „działa koń”.
Pisząc te słowa nie miałem na celu tworzyć nowego wydania podręcznika do anatomii ani nauki jazdy konnej, bo takich jest już spora ilość na rynku, a i autorzy znacznie bardziej kompetentni ode mnie, ale chciałem zwrócić uwagę na kilka spraw, które jakby oczywiste, w wielu wypadkach umykają naszej uwadze, a cierpią na tym, one. Konie. Dla wielu, najwspanialsze istoty dumnie kroczące po parkurze lub pędzące jakby na oślep, gnane wiatrem dzikie Mustangi, symbol wolnej i niepodległej Ameryki. Ale i te nasze, gdzieś za płotem ze spętanymi nogami, brudne, bite batem lub stalową rurką aż do krwi, kopane i szarpane, a gdy nie potrzebne sprzedawane na rzeź, jadą w strasznych dla nich warunkach tysiące kilometrów, często dojeżdżając martwe. A przecież tak samo czułe i wrażliwe potrzebują przyjaźni i troski. Bo takie już są, konie.
Czy możemy coś zrobić by ulżyć ich cierpieniom?
Postarajmy się je rozumieć, ich lęki, potrzeby i radości.
Pozwolę sobie powtórzyć za Monty Roberts'em. Pomóżcie nam uczynić Świat lepszym miejscem dla ludzi i koni.

 

Do góry

 
kliknij na konika, aby powrócić do strony głównej...
  Rancho na skraju ciszy
 

 

 

 

Główna

Czytelnia

Galeria

Pensjonat

Mapka

Sklepik

Księga

Kontakt

Linki

Ten konik poprowadzi Cię przez strony i dokumenty

Kochajmy konie

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁY?
Ewolucja dzisiejszego konia rozpoczęła się około 60 milionów lat temu w Ameryce Północnej. Najstarsze zachowane szczątki pokazują zwierzę o wzroście od 25 do 50 centymetrów w kłębie, którego przednie nogi zakończone były jeszcze pięcioma palcami, a tylne miały trzy palce. I choć przypominał raczej psa niż konia, naukowcy nadali mu imię
EOHIPPUS. Żył w lasach i żywił się głównie liśćmi.
I tak przez kolejne miliony lat wraz ze zmieniającymi się warunkami panującymi na naszej planecie zmieniały się również konie. Około 25 do 11 milionów lat temu, kiedy zaczęły się pojawiać duże obszary porośnięte trawami (stepy), kolejny z praprzodków naszych wspaniałych wierzchowców miał już około metra w kłębie, znacznie dłuższe kończyny zakończone jednym palcem przechodzącym w twarde kopyto, i żywił się trawą. MERYHIPPUS i jego pra, prawnuczek, PLIOHIPPUS, żyjący około 6 milionów lat temu wyglądem już bardzo przypominały swojego dzisiejszego następcę i dla tego uznano je za „prototyp” dzisiejszego konia. Jednak dopiero 2 do 1 miliona lat temu w drugiej połowie epoki lodowcowej wykształcił się „prawdziwy” koń
 
Olbrzymie stada wędrowały pomiędzy kontynentami wykorzystując lądowe mosty, jakie w tamtych czasach łączyły kontynenty.
Różne warunki, w jakich przyszło żyć EQUUSOWI w Starym Świecie spowodowały wytworzenie się wielu gatunków dzikiego konia, z których trzy uznano za przodków dzisiejszego konia domowego. Co nie znaczy, oczywiście, że koń jest zwierzęciem, które można trzymać w domu. Byłby z nim spory kłopot choćby już na trzecim piętrze, bo większość koni nie mieści się do windy, i bardzo nie lubi schodów.
A te trzy gatunki dzikich rumaków to: koń leśny, dziki koń azjatycki (znany również jako koń Przewalskiego) i tarpan.
Naukowcy przypuszczają, że koń leśny zapoczątkował powstanie ras zimnokrwistych, krzyżówki konia Przewalskiego i tarpana to przodkowie ras gorącokrwistych.
Zimno czy gorąco krwistość nie ma wiele wspólnego z temperaturą końskiego grzbietu, a odnosi się w całości do budowy ciała i temperamentu naszego zwierzaczka.
I tak aż do dziś na naszej pięknej Ziemi, żyją gdzie niegdzie dzikie i wolne konie, choć jeszcze niedawno człowiek bezlitośnie tępił je, przetrwały i dziś dzięki większej świadomości i zrozumieniu faktu, że my ludzie nie jesteśmy jedynymi wybrańcami do życia na Ziemi. Objęte programami ochrony, żyją sobie wolne i zawsze piękne MUSTANGI w Ameryce północnej na pograniczu z Meksykiem, BRUMBY w Australii w Quinsland na zachód od Brisbane.
KOŃ Z KAMARGUE w krainie położonej w delcie Renu nad Morzem Śródziemnym w południowej Francji. DZIKI KOŃ Z DUELMEN na bagnach Merfeld koło Duelmen w północnej Nadrenii Westfalii w Niemczech. KOŃ PRZEWALSKIEGO w zachodniej Mongolii i Chinach.
Oraz nasz rodzimy przedstawiciel dzikich i wolnych rumaków KONIK POLSKI.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tych niesamowicie sympatycznych stworzeniach. Kochane „Myszy” (zawdzięczają tą nazwę swej maści przeważnie myszatej lub wilczatej) jak niektórzy o nich mówią, mimo swoich niewielkich rozmiarów do 140 cm w kłębie, i dość pierwotnej budowie ciała są nad wyraz dzielne i osiągają doskonałe wyniki w różnych próbach. Potrafią w dobrym stylu pokonać przeszkody o wysokości do 130 cm i bez gadania dźwigają na swoim grzbiecie do 90 kg miłośnika konnej jazdy. Można nimi pojechać i „zaparkować” wszędzie, nie sprawiają wtedy żadnego kłopotu, a ich spokój i wewnętrzne zrównoważenie dają pełną satysfakcję nawet mniej niż przeciętnemu jeźdźcowi. Można z tego wyciągnąć wniosek, że nie w rodowodzie i medalach tkwi klucz do sukcesu, a w chęciach i pracy nad celem. I słusznie, przynajmniej w początkach kariery, rodowód nie musi mieć znaczenia.
JAK „DZIAŁA” KOŃ? 
A jaki jest KOŃ dzisiaj? Można by rzec, każdy widzi. Ale z naszego doświadczenia wynika, że bardzo niewiele wiemy o prawdziwej naturze tego zwierzęcia, o jego psychice i naturalnych dla niego zachowaniach.
Znajomość „mechanizmu działania” jest niezbędna do prawidłowego współdziałania z koniem w trakcie jazdy na jego grzbiecie, a także w czasie przebywania w jego pobliżu.
 
Jeżeli podzielimy Świat zwierzęcy na myśliwych i ich ofiary, to koń pod każdym względem znajdzie się w tej drugiej grupie. Jako zwierzę roślinożerne i przeżuwające potrzebuje wiele czasu na zaspokojenie swojego codziennego głodu i na wolności tym właśnie, głównie się zajmuje. Przejeżdżając pośród łąk możemy obserwować pasące się na zielonej trawce konie, najczęstszy obrazek to widok wszystkich państwa stojących spokojnie ze spuszczonymi w zielony dywan głowami. Choć jak w każdej społeczności trafiają się tyrani i chłopcy do bicia.

KOŃ JEST ZWIERZĘCIEM UCIEKAJĄCYM

To podstawowa zasada, na jakiej opiera się większość końskich zachowań.
 Przeżycie w pozbawionym drzew i kryjówek stepie stało się możliwe dzięki jego budowie ciała i dobrze wykształconym zmysłom. Zostały one tak ukształtowane przez naturę, że koń potrafi dostrzec niebezpieczeństwo bardzo wcześnie i błyskawicznie zerwać się do ucieczki.
 
Najpierw uciekać – potem myśleć.
Tak może wydarzyć się w każdej chwili, gdy koń poczuje zagrożenie. Poza tym końska psychika nakazuje mu oddziaływać siłą na siłę. Nie oznacza to, że kopnie nas zaraz po tym jak damy mu klapsa po zadzie, ale że każdy opór, który napotka w chwili strachu, będzie próbował siłowo usunąć ze swojej drogi i im opór jest większy tym siła reakcji konia jest, również, większa i w chwilach wielkiego strachu prowadzić może do samookaleczenia zwierzęcia.
Koń ma doskonały słuch a kształt jego uszu i możliwość skierowania każdego ucha w dowolnym kierunku sprawiają, że „koński mechanizm” został wyposażony w dwa bardzo czułe mikrofony kierunkowe.
Co to oznacza?
Że do konia nie potrzeba, a nawet NIE NALEŻY KRZYCZEĆ!!!
Podróżując w terenie warto jest przypatrywać się końskim uszom, znacznie szybciej dowie się ten co go czeka, który umie patrzeć na i "słuchać" swojego konia. Gdy sarny wychodzą z lasu 500 metrów od moich koni one podnoszą głowy znad trawy lub siana i przyglądają się sarnom. Ja również to w tym momencie zauważam, ale tylko dzięki uszom moich koni... Jak wiele hałasu robią 3 sarny idące po łące?? Warto o tym pamiętać...
 Czy więc zdradzają znajomość końskiej natury wszyscy Ci, którzy wrzeszczą na biedną koninę w pracy: WIO!, PRR!, NAZAD! Często jeszcze zmieniając ton głosu na bardziej nieprzyjemny, bardziej donośny. Bzdura! Powiem krótko. Koń zareaguje na najcichszy szept, na najlżejszy dotyk. Po co więc krzyczymy? Jest jedna prosta odpowiedź, bo w naszej ludziej naturze drapieżnika leży atak, i agresja gdy sobie nie radzimy lub się boimy zaczynamy krzyczeć, ludzie którzy nieraz wiele, wiele lat pracują z końmi boją się ich i błyskawicznie stają się agresywni w sytuacja stresujących, a nie ma nic gorszego niż napędzać stres w obecności konia, to tak jak przebieganie na czerwonym świetle przez najruchliwszą ulicę w mieście, może się udać nawet wiele razy, ale czy na zawsze?
 Koń wymaga delikatności. Nie pozwólmy jednak, aby nasz ukochany rumak wszedł nam na głowę, bo będzie ciężko. Żeby to rozumieć trzeba starać się postępować zgodnie z naturą, ale nie ludzką jeśli kontaktujemy się z koniem tylko końską. Trzeba poznać i zrozumieć system wartości, socjologię i psychikę końskiego gatunku żeby umieć się znaleść...
W ciemnościach nie zdarza się koniom wchodzić na przeszkody czy demolować boksów w stajniach gdyż ich doskonały słuch umożliwia im ocenę odległości od przedmiotów. Często, gdy koń spodziewa się przeszkody, której nie może jeszcze zobaczyć, parska. A echo tego parsknięcia zdradza mu usytuowanie i przybliżoną odległość do przeszkody. Niektóre konie testują w ten sposób nieznane tereny lub też głębokie kałuże, których nie są w stanie ocenić wzrokiem.
Koń widzi dwa obrazy naraz.
Jego narząd wzroku jest tak zbudowany, że jest w stanie analizować i „obrabiać” dwa oddzielne obrazy pochodzące z poszczególnych oczu lub też, gdy patrzy przed siebie odbierać stereoskopowo jeden obraz. Mimo tego, gdy stoi z podniesioną głową bezpośrednio za nim i przed nim powstaje „ślepa strefa”, w której nie widzi on nic.
Nie skradajmy się, więc po cichu do naszego wierzchowca szczególnie od tyłu, gdy na przykład po dłuższej nieobecności chcemy sprawić mu niespodziankę i wyskoczyć nagle zza jego ogona z okrzykiem- „ Witaj koniku!” Bo skutki takiej niespodzianki mogą być tragiczne, szczególnie dla nas.
Wymachiwanie bukietem polnych kwiatów na powitanie też nie jest najlepszym pomysłem szczególnie przed samym nosem, gdyż koński wzrok jest tak wyspecjalizowany, iż widzi każdy nawet najmniejszy i najszybszy ruch, którego my nie jesteśmy w stanie zauważyć, jak w zwolnionym tempie.
Podchodźmy, więc do konia od przodu lub z boku przemawiając do niego przyjaznym, łagodnym głosem i nie dziwmy się, że kiwa głową, zniża ją lub nagle widzimy jego białka oczne stając jak wryci nieco z boku. To wszystko naturalne odruchy tego zwierzęcia i nie ma w nich nic złowrogiego.
Bardzo dobrze rozwinięty zmysł węchu konia też wymusza pewne zasady postępowania z tym zwierzęciem. Jeśli nie znacie konia i on nie zna was pozwólcie mu się obwąchać przy pierwszym spotkaniu, a dzięki temu koń stworzy sobie w swojej wyobraźni wasz obraz po takim zapoznaniu będzie czuł się bezpieczniej. I tu szczególnym zainteresowaniem cieszą się włosy i dłonie, a u większych łakomczuchów zaraz potem wasze kieszenie, ale to już nieco inna sprawa. Ze względu na wrażliwość końskiego nosa zważajmy szczególnie na perfumowanie naszego pupila, bo może mu to bez wątpienia zaszkodzić. Wiem z własnego doświadczenia, że należy również szczególnie uważać z aplikowaniem środków przeciwko insektom, w okolicy końskiego nosa. Bo nawet w dobrej wierze można narobić więcej złego niż dobrego.
Skóra jest też narządem zmysłu, przez skórę koń odczuwa ciepło, zimno, ból a nawet najlżejsze dotknięcie.
Zwróćcie uwagę jak delikatny dotyk wystarczy by pobudzić zmysł konia, wystarczy zaobserwować jego reakcję na muchę, która usiądzie mu na boku.
Jak więc bolesne musi być bezmyślne walenie w koński bok piętą twardego buta gdy ten akurat nie tak zareaguje na polecenie „jeźdźca”.
Wokół oczu i na chrapach końskiej „twarzy” rozmieszczone są pojedyncze długie włosy. WIBRYSY bo o nich mowa, są dla konia niezmiernie ważnym elementem narządu dotyku i nigdy, powtórzę, NIGDY! Nie wolno ich koniowi wycinać, bo na przykład nie ładnie mu z nimi do twarzy.
Na koniec kopyta.
Stare jeździeckie przysłowie mówi, że koń jest tyle wart ile jego najgorsza noga. Konie bardzo uważają na kopyta. Spodnia część końskiego „paznokcia” jest bardzo wrażliwa, ponieważ pokryta jest całą siecią naczyń krwionośnych i komórek nerwowych. Dzięki takiej budowie konie rozpoznają rodzaj podłoża i wyszukują odpowiednie miejsce do przejścia.
Z własnej woli konie nie następują na żywe istoty i po wypadnięciu jeźdźca z siodła bardzo uważają, żeby na niego nie nadepnąć.
Ponad 70% wypadków przy udziale konia, to wypadki w stajni przy pielęgnacji. Z czego wynika bardzo duży BRAK ODPOWIEDZIALNOŚCI CZŁOWIEKA A NIE KONIA!
PAMIĘTAJCIE! Koń jest z natury zwierzęciem bardzo łagodnym, choć płochliwym i w 90% jego zachowania są wynikiem waszych zachowań. Złe traktowanie przez człowieka ból i strach, jaki przypada mu w udziale jest w olbrzymim stopniu odpowiedzialny za większość odruchów, za które potem przypina mu się łatkę „złego”. Koń reaguje spontanicznie, kiedy jest głodny – je, kiedy jest spragniony – pije, kiedy potrzebuje czułości – szuka przyjaciela, kiedy jest zmęczony – śpi, a kiedy się boi – UCIEKA!
Tak właśnie, bardzo z grubsza rzecz ujmując, „działa koń”.
Pisząc te słowa nie miałem na celu tworzyć nowego wydania podręcznika do anatomii ani nauki jazdy konnej, bo takich jest już spora ilość na rynku, a i autorzy znacznie bardziej kompetentni ode mnie, ale chciałem zwrócić uwagę na kilka spraw, które jakby oczywiste, w wielu wypadkach umykają naszej uwadze, a cierpią na tym, one. Konie. Dla wielu, najwspanialsze istoty dumnie kroczące po parkurze lub pędzące jakby na oślep, gnane wiatrem dzikie Mustangi, symbol wolnej i niepodległej Ameryki. Ale i te nasze, gdzieś za płotem ze spętanymi nogami, brudne, bite batem lub stalową rurką aż do krwi, kopane i szarpane, a gdy nie potrzebne sprzedawane na rzeź, jadą w strasznych dla nich warunkach tysiące kilometrów, często dojeżdżając martwe. A przecież tak samo czułe i wrażliwe potrzebują przyjaźni i troski. Bo takie już są, konie.
Czy możemy coś zrobić by ulżyć ich cierpieniom?
Postarajmy się je rozumieć, ich lęki, potrzeby i radości.
Pozwolę sobie powtórzyć za Monty Roberts'em. Pomóżcie nam uczynić Świat lepszym miejscem dla ludzi i koni.

 

Do góry

 
kliknij na konika, aby powrócić do strony głównej...